Cześć :)
Witam Cię ponownie :) Widzę, że czytasz, może tym razem pokusisz się również o komentarz? Będzie mi bardzo miło :) Tym bardziej, że chcę Ci dziś opowiedzieć o moim pobycie w Łodzi i przygodzie z hotelem :)
Jak już pisałam wcześniej, hotele bukuję zwykle parę miesięcy wcześniej za pomocą bookinga. Tak było i tym razem. Zarezerwowałam miejsce w hotelu Boutique Hotel III na ul. Piłsudskiego w Łodzi. Cena była dość atrakcyjna jak na centrum tego miasta. Czystość była też ok, choć pierwszy raz jak tam byłam, to musiałam prosić o wymianę ręcznika, bo panie sprzątające zostawiły mi raczej szmatę do podłogi a nie ręcznik. Ale wszystko odbyło się bezproblemowo. Jednak nie tym razem. Podczas rezerwacji miejsca ZAWSZE od razu piszę, że proszę o dietę bezglutenową. Tu długo nie dostawałam żadnej odpowiedzi i przyznaję, że też mi to z głowy wypadło. Na kilka dni przed przyjazdem do Łodzi ponowiłam swoją prośbę o dietę. I dalej była cisza, a dodzwonić się do hotelu nie mogłam. W międzyczasie poczytałam o innym miejscu. Hotel Stare Kino mieszczący się przy ul. Piotrkowskiej 120. Zobaczyłam cenę i była wyższa niż w zarezerwowanym już Boutiqu, więc uznałam, że "może kiedyś ...". W dniu przyjazdu do Łodzi, dokładnie gdy byłam już na dworcu i czekałam na pociąg relacji Kraków - Łódź Widzew, dostałam od hotelu informację, że mimo, że w swojej ofercie mają śniadania bezglutenowe, to ich nie ma. A specjalnie dopłacałam. Oczywiście z ceny mi nie zejdą. Więc szybka decyzja o poszukiwaniu innego noclegu. Już z pociągu weszłam na booking, opisałam im całą sytuację (bo nocleg miał być bezzwrotny), po czym weszłam w wyszukiwarkę. Jakaż była moja radość, gdy zobaczyłam, że Hotel Stare Kino ma teraz promocję i wolny pokój :) Tak więc zatrzymałam się w obłędnym miejscu, wystylizowanym w formie filmu "Żandarm w Nowym Jorku". Warto też dodać, że za śniadanie nic nie dopłacałam, a pani kelnerka zaproponowała mi, że specjalnie dla mnie mogą usmażyć placki ziemniaczane. Po śniadaniu do pokoju dostałam paczkę ciastek bezglutenowych i owoce. Niestety jeden z dni, które miałam zaplanowane na zwiedzanie, spędziłam w łóżku z powodu złego samopoczucia (byłam po operacji żołądka i długo do siebie dochodziłam). Okazało się, że w hotelu istnieje możliwość bezpłatnego skorzystania z dvd i wypożyczalni fimów, można też było zejść na seans do kina analogowego. Tak więc leżąc w hotelu nadrobiłam całą trylogię "Ojca Chrzestnego" :)




Wejście do łazienki
Łazienka. O miskę poprosiłam, bo nie ma jej w standardzie
Aneks kuchenny z lodóweczką
Pokój już lekko przeze mnie użyty
Dziedziniec hotelu
Widok z okna
Jeszcze w dniu przyjazdu poszłam na spacer po ul. Piotrkowskiej. Co mnie zachwyciło, tam życie nie zamiera. Nawet o 1 w nocy czułam się bardzo bezpiecznie. Wracałam wtedy ze spotkania z koleżanką i nie miałam wrażenia, że coś może być nie tak. Było pięknie.
Jak już pisałam wyżej, następny dzień spędziłam z Alem Pacino i Marlonem Brando. Jednak kolejny dzień wykorzystałam maksymalnie :) Na kartce zrobiłam sobie wstępny plan co chciałabym zobaczyć. Na tej stronie zabrakło tylko palmiarni i łódzkiego muzeum kinematografii, jednak od nich zaczęłam :)
1. Łódzkie Muzeum Kinematografii ma fantastyczny klimat starego polskiego filmu. Można tu zobaczyć niesamowite produkcje a nawet posłuchać oryginalnego dźwięku z filmu "Popiół i Diament" czy innych produkcji.
2. Palmiarnia to piękne miejsce, z wieloma gatunkami roślin. Mnie jednak rozczarowała jej wielkość. No i była niemiła sytuacja, bo w kasie dostałam informację, że można fotografować bez lampy natomiast pracownik na terenie palmiarni chciał mnie wyprowadzić z powodu fotografowania. Tak więc dla świętego spokoju, zrobiłam tylko kilka zdjęć.
3. Łódź to miasto filmowe, więc nie mogło zabraknąć alei gwiazd mieszczącej się przy ul. Piotrkowskiej. Nadmienię tylko, że idąc nią człowiek faktycznie czuje się jak w Los Angeles. nas ziemię sprowadza nas jedynie pogoda.
4. Jakieś 2 km od ul. Piotrkowskiej mieści się centrum nauki EC1 a w nim kilka interaktywnych muzeów. Mnie najbardziej zainteresowało muzeum techniki oraz planetarium. I z całą odpowiedzialnością swoich słów mogę stwierdzić, że to było najlepsze planetarium w jakim byłam.
5. Na końcu ulicy Piotrkowskiej znajduje się pałac Izraela Poznańskiego, jednak jest on remontowany i nie był dostępny. Jednak nieopodal można znaleźć bardzo miłe miejsce, które zainteresuje każdego medyka. Jest nim Muzeum Farmakologii, w którym można znaleźć nie tylko dawne maszyny i receptury na leki ale również historię ziołolecznictwa i herbaty :) Pośrodku ulicy Piotrkowskiej znajdziemy ciekawostkę, tzw. "Stajnię Jednorożców". Jest to przystanek tramwajowy, na którym zobaczyć można zarówno nowoczesne maszyny jak i te stare :)
Cieszę się, że dotrwałeś do końca tego posta :) Powiem Ci jeszcze, że w każdym rejonie, który odwiedzam, staram się poznać kuchnię regionalną. Tak samo było i tutaj. Udało mi się znaleźć jedną restaurację specjalizującą się w kuchni regionalnej i tak poznałam chłodnik z białej rzodkwi :) Pyszna zupa, którą zapewne zrobię również w domu :) restauracja Stary Rynek 2.